środa, 10 kwietnia 2013

kampania antynikotynowa.

 czasami ciężko jest spojrzeć drugiemu człowiekowi prosto w oczy.

czwartek, 20 września 2012

poniedziałek, 17 września 2012

półwytrawne.

cokolwiek przyprawia cię o nudności. cokolwiek na myśl czego wpadasz w paniczny strach. cokolwiek, biorąc pod uwagę różnorodność społeczeństwa. więc miliardy punktów wejścia. miliardy kabli podłączonych do jednego centrum, tylko po to, by rozważyć równą temu liczbę wyjść. to, co cię przeraża, jest twoim celem. wiedza jak się chronić przed zagrożeniem robi z ciebie profesjonalistę. aż dziwi mnie że krytyczna masa zawarta w jądrze nie kreuje w tym miejscu czarnej dziury. kolejna możliwość do rozważenia w niedalekiej przyszłości. stan jest więc taki, że po wyjściu mamy miliardy zawodów i jeszcze więcej rzeczoznawców, bo przecież niewykluczone że strach obraca się w kilku przypadkach wobec tego samego zjawiska, czy też rzeczy.
progress nie oznacza tylko pięcia w górę. jeżeli spojrzy się z drugiej strony i weźmie przy tym pod uwagę aspiracje, będące zaprzeczeniem ogólnie przyjętych za prawidłowe, to progresem nazwać też będzie można również to co jest bardziej destrukcyjne. zaznaczam że trzeba mieć przy tym nasrane i nierówno pod sufitem. wracając, w tym rozumieniu progress czegoś może być skutkiem niepożądanym zwyczajnego postępu w rozumieniu ogólnym. w kwestii śmiertelności uważam że zwiększona liczba samobójstw jest dla siebie progresem powstałym jako produkt uboczny popularyzacji internetu na szeroką skalę. otwiera się w tym miejscu wizja nowej choroby cywilizacyjnej, a zaraz później, wybaczcie, kusząca wizja większej ilości zupełnie niepotrzebnych, acz zapewne niezwykle interesujących, sekcji zwłok na zajęciach z patomorfologii.

poznajcie mych nowych idoli:

czwartek, 21 czerwca 2012

czy ktoś ma giełdę z lepu?

nic nie przyćmi radości dnia dzisiejszego, w którym na skrzynkę grupową przyszły wyniki kolokwium poprawkowego z antybiotyków, nlpzów, opioidów i leków przeciwhistaminowych. nic, bowiem kolokwium owe właśnie zdałem i nie muszę się pierdolić z kolejnymi terminami wrześniowymi, kosztującymi przecież punkty egzaminacyjne. zaiste to cudowne uczucie, przejmujące wszystko swą epickością.
drugą sprawą jest to, że jednak czytanie książek popłaca przynajmniej w tym względzie, że na ocenę zaliczenia z immunologii czeka się w mniejszym stresie. to wynik mający charakter bardzo pozytywny, właściwie będący nawet od dawna wyczekanym znakiem niosącym nadzieję, że jednak nie wszystko na naszym wydziale jest zjebane. 
~ * ~

z perspektywy trzech lat pracy, bo jeszcze nie i nie tylko trzech skończonych sesji, do najbardziej przydatnych przedmiotów z wyprawki młodego adepta studiów akademickich, zaliczę:
a) drukarkę laserową (koniecznie laserową) z tonerem na 3 tysiące stron za siedemdziesiąt złotych
b) tony papieru w formacie a4
c) zszywacz, preferowany funkcjonujący przy zszywaniu 20 kartek plus
d) odpowiedzi a, b
e) odpowiedzi a, b, c

sobota, 16 czerwca 2012

twisted.

szczecin jest miastem przepełnionym magią. łatwiej i przyjemniej sie tu korzysta z dobrodziejstw zawartosci czaszki, szybciej wpada na przełomowe pomysły. być może to tylko subiektywne odczucie, ktore mam nadzieje podzielaja osoby ktorym bylo dane opuścić pomorze zachodnie na dłuższą chwile. dlatego ciesze sie niezmiernie ze w lipcu poswiece sie robieniu praktyk w miescie w ktorym przyszedlem na swiat. gdybym mogl tylko zabrac ze soba na studia szalenstwo ktore sie tu miesci. inspiraca przesyca kazdy centymetr szescienny powietrza ktorym ludzie tu oddychaja. polecam to poczuć.

tymczasem bola mnie wezly chlonne podzuchwowe prawe i sa wyczuwalnie powiekszone. rownowaga?

czwartek, 14 czerwca 2012

czwartek, 31 maja 2012

robimy co chcemy wersja 2.0
mwahahahhahahahahhaha.
bedzie wiecej detali na zdjeciach widac.
~ * ~