czwartek, 20 października 2011

moja naiwna,
gdy ciąłem czołem o bruk,
tajemna strużka życia
o smaku chleba i rdzy,

oto moja waleczna
z bezmyślnej szarpaniny
kiedy go w nos trafiłem
psia krew mnie w łydkę gryzł,

oto moja rumiana,
dowód słusznego trudu,
albo wrażenia jakie
czyniła ruda z czwartej "b",

oto moja leniwa krew,
senny naciek purpury,
oto ta słodka ciecz,
zamknięta w systemie rurek,

oto moja w zachodzie słońca
mieniąca się rosa
na palcu spod noża do ryb,

moja zmieszana krew,
zmieszana z twoją na wiek,
oto moja milcząca krew,
w nią wpisany mój kres,

oto płynąca za wykres
z wenflonu, przez rurkę
na płytki szpitala w Złotnikach,

moja ochrona czerwona
przed głodem ochrona,
na garbie wytartym
ty tlen mi dostarczysz,
ty bańki mi tlenu do mózgu, do naczyń,

karmiąca mnie matka,
dożylna królowa,
początku mojego zagadka, nienasycona,
soczysty befsztyk z musztardą,

krwawica codzienna, bo za darmo
to strup na kolanie i amen w pacierzu
i amen.

kropla do kropli,
koralowy sznur.
kropla dla Polski
za Winkelrieda krwawy trud.
kolejna kropla u nosa zwisa,
żywe kropidło kropi bruk
ostatnia kropla, ofiara czysta
kultury krwinek, rudy cud.

a przyjdzie czas, przyjdzie, próby
chmury zguby na łby, tak, tak!
zero er ha plus.
chętnie utoczę sobie krwi.
utoczę sobie krwi.

a przyjdzie czas, przyjdzie, próby czas
tak, tak!
zero er ha plus.
chętnie utoczę sobie krwi.
utoczę sobie krwi.
przekażę ci treści, przekażę.


~ * ~
 no kurwa cudo. dobra siadam do mikrobiologii.

poniedziałek, 17 października 2011

saletra.


~ * ~
pikujemy ku samodestrukcji!
~ * ~

środa, 12 października 2011

wtorek, 11 października 2011

nowy sezon.

mam wrażenie. jak wielka machina, której tryby nabierają prędkości, wydając przy tym dźwięk przypominający sprężynowanie. to tylko wrażenie. nie mam bowiem po czym się rozpędzać na nowo. dwa miesiące wakacji w gotowości odbijają się suma sumarum na człowieku. zachowują w ryzach, nie pozwalają się rozleniwić. dwa miesiące z wyboru. Boże, mam skłonności do pracoholizmu.

dość o tym. już po tygodniu jestem przekonany, że wyszło mi na dobre.

jest jeszcze jedno. uczucie przesycenia. uświadamiając sobie podczas czytania że już coś o tym wiem poprawia samopoczucie i, co ważniejsze, zaufanie do siebie. ot choroba kesonowa z dzisiejszej patofizjologii, jeżeli mam rzucać przykładami. najlepsze jest z tego wszystkiego uczucie gromadzenia w sobie wiedzy. wciągania z powietrzem, wchłaniania z jedzeniem.

życia tym.
może dlatego właśnie mam takie wrażenie.

sobota, 8 października 2011

piątek, 23 września 2011

dojebałem.

nawrzucać. tylko to potrafię.

moja psychika jest podatna na sugestie, ale tylko te, które pasują w pewnym stopniu do modelu ustalonego nieco wcześniej. no i oczywiście kontrsugestie: to samo, ale ze znaczkiem minus - reakcja na te idee, które nie pasują bezpośrednio. tym sposobem znaki zapytania na mojej ścianie odbijają się echem w umyśle, napataczając myśli czy było warto, skoro i tak nie zdążyłem tej książki przeczytać 3 razy w wakacje. albo albo. przeciwne kierunki.

wmawiam sobie, staram usprawiedliwić własne lenistwo. to raz, a dwa bronię się przed konsekwencjami decyzji. to jest właśnie jeden z efektów ubocznych dokonywania wyborów spośród spraw należących do diametralnie różnych zbiorów (albo też ładnie nazywanego mniejszego zła). wybieraj, to ciężkie skoro wiesz że dotyczy ciebie samego i za niedługi czas wróci jak bumerang. właściwie to nie wybór, tylko pewne odroczenie wyroku. jakościowo więc to samo, ilościowo mając na uwadze czas trwania, mam już serdecznie dość.

dobrym pomysłem może być zmiana kryteriów. tylko to trochę jak fałszowanie rzeczywistości by pasowała do jednostki. z drugiej strony plastyczność, czyli cecha powszechnie zauważalna, istnieć nie może bez wzajemnej wymiany informacji, choćby statycznej, przez obie strony. fałszowanie więc zachodzi bez specjalnego czynnego udziału jednostki po wszech czasy.

~ * ~

definicja nie pozostaje niezmienna. nie dość że można ją formułować na różne sposoby z zachowaniem poprawności, to jeszcze na przestrzeni czasu status poprawności tego samego jej wyrażenia może się zmienić.


poniedziałek, 12 września 2011

don't you fuckin' lie!

siema cwaniaki,

stoczyć to się możesz w różne sposoby. medycyna uczy podejścia do pacjenta, które tak naprawdę jest fikcją, jeżeli wziąć pod uwagę żarciki i przyziemne komentarze w szpitalnych dyżurkach. nazywamy to stąpaniem mocno po ziemi, nazywamy to 'nie daj się zwariować' (przez tych wszystkich chorych szaleńców).

przez pierwsze dwa lata studiów zdobywasz mnóstwo wiedzy. repetitio est mater studiorum. przykry fakt. dwa lata ciężkiego napierdalania solidnie przebudowują strukturę twojej pamięci trwałej. konsolidacja pamięci wymaga najpierw jej krążenia przez kilka godzin po układzie limbicznym, więc jako że układ limbiczny uczestniczy w postrzeganiu emocjonalnym środowiska zewnętrznego, ma to również wpływ na przebudowę i jego struktury, w sposób pozwalający na torowanie szybszego zapamiętywania.

wraz z utrwalaniem rzeczy typowo medycznych, jako że na każdym kroku spotykasz się z jakimś elementem ludzkiego egoizmu, zazdrości, etc, utrwalasz również i te zachowania. stopniowo przekształcasz się w zadufanego bufona, typowy archetyp lekarza. pępek świata. cwaniaka.
taka jest tradycja. pranie mózgu dla każdego adepta.

ale co ja mogę wiedzieć po 2 latach. może później będzie lepiej.
nie dajmy się zwariować.